W badaniach nad psychodelikami najtrudniej rozdzielić dwa splecione ze sobą czynniki: działanie samej substancji i wpływ towarzyszącej jej terapii. Większość prac próbuje to robić za pomocą kwestionariuszy i wywiadów, które opierają się na tym, co uczestnik zapamięta i zechce powiedzieć. Zespół pracujący nad preparatem COMP360 sięgnął po zaskakująco prostą miarę: policzył, ile słów pada podczas sesji. Wynik — opublikowany w sierpniu 2026 roku w Journal of Psychopharmacology pod znamiennym tytułem „Silence is golden” — daje twardy, obiektywny wskaźnik tam, gdzie zwykle operujemy relacjami.
Spis treści ▼
Zanim przejdziemy do metody, przypomnienie kontekstu: w Polsce psylocybina to substancja nielegalna z grupy I-P, a badania nad jej zastosowaniem klinicznym wciąż trwają. Opisujemy tu sposób analizy zagranicznego badania, nie procedurę terapeutyczną.
Zliczanie słów zamiast pytania o wrażenia
Metoda była zaskakująco bezpośrednia. Badacze nagrali i przepisali audio ze wszystkich sesji, a następnie policzyli tempo mowy w słowach na minutę — osobno dla uczestnika i dla osoby wspierającej. Dzięki temu zamiast pytać, czy terapeuta „dużo mówił”, dostali liczbę: udział czasu wypełnionego ciszą.
Analiza objęła 22 dorosłych z umiarkowanym i ciężkim PTSD, którym w ramach dwunastotygodniowego protokołu podano jednorazową dawkę 25 mg syntetycznej psylocybiny. Sama sesja z substancją trwała od sześciu do ośmiu godzin. To właśnie ona okazała się najcichsza: milczenie wypełniało 78 procent czasu, podczas gdy na sesjach przygotowawczych i podsumowujących — bez substancji — było to zaledwie 25–30 procent.
Co istotne z punktu widzenia interpretacji, pomiar ujawnił także zależność kierunkową: im wyżej uczestnik oceniał intensywność odmiennego stanu świadomości, tym mniej padało słów. To sugeruje, że cisza nie była przypadkowa ani wymuszona regulaminem, lecz szła w parze z głębokością samego przeżycia.
Trzy wzorce wsparcia, które wyłoniła analiza jakościowa
Sam licznik słów to za mało, dlatego badacze uzupełnili go analizą tematyczną nielicznych wypowiedzi. Wyłoniły się z niej trzy powtarzalne wzorce. Pierwszy to wsparcie oszczędne w formie, lecz nieprzypadkowe co do treści. Drugi to konsekwentne promowanie samodzielności uczestnika przez postawę niekierującą — brak sugestii, dokąd „powinno” zmierzać przeżycie. Trzeci to uspokajanie i potwierdzanie jako główny rejestr kontaktu.
Autorzy podsumowują, że tak zorganizowane wsparcie da się wyraźnie odróżnić zarówno od konwencjonalnej psychoterapii, jak i od części innych modeli terapii wspomaganej psychodelikami. To wniosek metodologicznie mocniejszy niż wcześniejsze, oparte na wrażeniach opisy — bo stoi za nim policzalny materiał.
Dlaczego to ważne dla sporu o mechanizm
Ustalenie ma ciężar w toczącej się od lat debacie o to, ile z efektu terapeutycznego pochodzi z farmakologii, a ile z relacji terapeutycznej. Skoro podczas kluczowej sesji rozmowy praktycznie nie ma, trudno bronić tezy, że to klasyczna psychoterapia prowadzona w tym czasie odpowiada za poprawę. To samo pytanie — czy leczy substancja, czy praca z nią — pojawia się przy każdym nowym doniesieniu, na przykład przy próbach łączenia psylocybiny z terapią poznawczo-behawioralną.
Trzeba jednak od razu zaznaczyć, czego pomiar nie rozstrzyga. Cisza podczas dawki nie znaczy, że kontekst terapeutyczny jest zbędny — przygotowanie i późniejsze omówienie przeżyć pozostawały częścią protokołu i mogły ważyć na wyniku. Liczba słów mówi o ilości, nie o wadze: jedno zdanie w krytycznym momencie może znaczyć więcej niż godzina rozmowy. Sami autorzy wskazują, że wskaźnik słów na minutę nie oddaje złożoności ani znaczenia wypowiedzi.
Granice tej metody
To była analiza wtórna (post-hoc) niewielkiego badania otwartego — 22 osoby, bez grupy kontrolnej, ze wszystkimi uczestnikami i badaczami świadomymi, że podawana jest substancja czynna. Takie ograniczenia są typowe dla wczesnej fazy badań nad psychodelikami i nakazują ostrożność; podobne zastrzeżenia formułowano zresztą w przeglądach jakości dowodów dotyczących terapii PTSD innymi substancjami. Prosty licznik słów jest cenny właśnie dlatego, że jest obiektywny — ale sam w sobie nie odpowie na pytanie, co dzieje się w umyśle milczącego pacjenta. Skala doniesień o skuteczności psylocybiny w PTSD również pozostaje na razie ograniczona do małych prób.
Podsumowanie
Zamiana pytania „ile terapeuta mówił” na policzalne „ile słów padło” to drobna, ale wymowna zmiana metodologiczna. Pokazuje, że sesja z wysoką dawką psylocybiny w PTSD to przede wszystkim cisza, a wsparcie terapeutyczne jest tam obecne, lecz minimalne i niekierujące. To argument w sporze o mechanizm, a nie jego rozstrzygnięcie — i użyteczny przykład, jak proste, obiektywne miary mogą uporządkować dyskusję opartą dotąd głównie na relacjach.
Artykuł ma charakter informacyjny i nie zastępuje porady lekarza.
FAQ
Czym różni się ten pomiar od zwykłych badań nad terapią psylocybinową? Zamiast opierać się na kwestionariuszach i wspomnieniach uczestników, badacze przepisali nagrania sesji i policzyli tempo mowy w słowach na minutę. To daje obiektywny wskaźnik udziału ciszy, niezależny od tego, co pacjent zapamiętał.
Ile czasu na sesji wypełniała cisza? Około 78 procent czasu sesji z podaniem psylocybiny, wobec 25–30 procent na sesjach przygotowawczych i podsumowujących bez substancji.
Czy to znaczy, że wsparcie terapeuty jest niepotrzebne? Nie. Analiza pokazuje, że wsparcie było minimalne i niekierujące podczas samej dawki, ale przygotowanie i późniejsze omówienie przeżyć pozostawały częścią protokołu. Pomiar liczby słów nie ocenia ich znaczenia.
Jaki jest status psylocybiny w Polsce? Psylocybina jest w Polsce nielegalna (grupa I-P). Badania nad jej zastosowaniem klinicznym trwają, ale nie jest to metoda dostępna pacjentom.
Źródła
- Silence is golden: Documenting the speech production of participants and support providers in psilocybin administration sessions for the treatment of PTSD — Journal of Psychopharmacology, 2026 (PMID 42460632)
- Psilocybin therapy sessions for PTSD are mostly silent, study finds — PsyPost, 2026










