Zespół Abigail E. Calder i Gregora Haslera podał 45 zdrowym osobom LSD albo placebo. Dobę później uczestnicy przepisywali na klawiaturze dziewięciocyfrową sekwencję ręką, którą na co dzień nie piszą. Po LSD tempo poprawiło się o mniej więcej jedną trzecią bardziej niż po placebo — ale poprawa przyszła w czasie przerwy, nie w trakcie ćwiczenia.
Spis treści ▼
Badanie było mocne tam, gdzie ta dziedzina bywa słaba
Wyniki ukazały się 28 lipca 2026 roku w czasopiśmie „Neuropsychopharmacology”.
Naukowcy użyli układu, który w badaniach nad psychodelikami uchodzi za najmocniejszy. Każdy uczestnik przechodził dwie sesje: raz z LSD, raz z placebo. Kolejność była losowa, a między sesjami mijały co najmniej cztery tygodnie. Ani uczestnik, ani prowadzący nie mieli wiedzieć, co podano w danej sesji.
Taki układ nazywa się badaniem krzyżowym. Jego zaleta jest prosta. Każdy człowiek jest tu własną grupą porównawczą, więc nie trzeba zgadywać, czy dwie grupy różniły się od siebie na starcie.
Do badania weszło 45 zdrowych ochotników w wieku od 21 do 55 lat. Analizę przeprowadzono na danych 43 z nich. Dawka wynosiła 100 mikrogramów LSD — podajemy ją wyłącznie jako element opisu protokołu badania, nie jako jakąkolwiek wskazówkę.
Poprawa przyszła w przerwie, nie przy klawiaturze
Zadanie ruchowe uczestnicy wykonywali dobę po podaniu substancji. LSD już wtedy nie działało.
Ćwiczenie polegało na jak najszybszym przepisywaniu dziewięciocyfrowej sekwencji ręką niedominującą, czyli lewą u osób praworęcznych. Uczestnicy mieli dziesięć rund ćwiczenia, potem przerwę dziesięciominutową, a następnie przerwę osiemdziesięciominutową.
Kluczowy wynik dotyczy tej dłuższej przerwy. Po niej tempo pisania w warunku z LSD było lepsze o około jedną trzecią niż w warunku z placebo. Dokładność, czyli liczba pomyłek, nie różniła się wcale.
To rozróżnienie jest sednem całej sprawy. Poprawa nie wzięła się z lepszego ćwiczenia. Wzięła się z tego, co mózg zrobił z umiejętnością wtedy, kiedy ręce odpoczywały. Naukowcy nazywają to utrwalaniem — porządkowaniem świeżo nabytej umiejętności poza czasem treningu.
Uczestnicy wiedzieli, kiedy dostali LSD
Najpoważniejszy problem badania autorzy przyznają sami. Uczestnicy trafnie rozpoznawali sesję z LSD. Efekty 100 mikrogramów są zbyt wyraźne, żeby pomylić je z substancją obojętną.
Osoby w sesji z placebo słyszały, że mogły dostać bardzo małą dawkę LSD. To nie wystarczyło.
Skutek jest poważny: wpływu nastawienia nie da się wykluczyć. Ktoś, kto wie, że dzień wcześniej przeszedł mocne doświadczenie, może siadać do zadania z inną motywacją i inną uwagą. Autorzy wprost wskazują motywację i pobudzenie jako możliwe wyjaśnienie wyniku — zamiast zmian w mózgu.
Neuroplastyczności nie udało się potwierdzić
Robocza hipoteza brzmiała tak: psychodeliki zwiększają zdolność mózgu do przebudowy połączeń, czyli neuroplastyczność, a to ułatwia uczenie się. Tego badanie nie pokazało.
Naukowcy mierzyli we krwi białko BDNF, uznawane za wskaźnik neuroplastyczności. Nie zmieniło się ono w żadnym momencie pomiaru. Autorzy zastrzegają przy tym, że poziom tego białka we krwi może nie odzwierciedlać tego, co dzieje się w mózgu.
Zawiodła też druga metoda. Procedura drażnienia zmysłów szybką serią dźwięków nie dała spodziewanego efektu w żadnej z sesji — ani po LSD, ani po placebo. Skoro nie zadziałała u nikogo, nie mierzy tego, co miała mierzyć.
Zapis fal mózgowych pokazał zmiany. Odpowiedzi oznaczane jako N1 i P2 słabły w dniu podania, a osłabienie P2 utrzymywało się jeszcze dobę, ze śladami do tygodnia. Osiem godzin po dawce reakcje mięśni na pobudzenie kory magnesem (przezczaszkową stymulację magnetyczną) były szybsze i silniejsze, a następnego dnia słabsze niż po placebo. Autorzy studzą i tę obserwację: nie zmierzyli napięcia mięśni w szczycie działania substancji, więc szybsze drgnięcia mogły brać się po prostu z napięcia ciała.
Uczestnicy zgłaszali też niższy odczuwany stres tydzień po LSD i wyższe wyniki w kwestionariuszach elastyczności poznawczej. To jednak dane z samooceny. Przy nieudanym zaślepieniu są najbardziej podatne na nastawienie.
Czego z tego badania nie wolno wyciągać
Autorzy nie twierdzą, że znaleźli sposób na szybszą naukę. Abigail Calder mówi wprost: „Wstrzymajcie się z braniem LSD przed nauką do egzaminu albo przed pierwszą lekcją jazdy na nartach”. Dodaje, że nie wiadomo, na ile efekt jest powtarzalny, jak długo trwa ani w jakich dokładnie okolicznościach się pojawia. Pierwszym zadaniem ma być powtórzenie badania na innych grupach ludzi.
Trzeba to powiedzieć jasno: LSD jest w Polsce nielegalne. Figuruje w wykazie substancji psychotropowych, a posiadanie, wytwarzanie i udzielanie go innym są karalne. Opisane badanie prowadzono w laboratorium, pod nadzorem medycznym i na zdrowych ochotnikach. Poza takimi warunkami nie wynika z niego nic dla codziennej praktyki.
Artykuł ma charakter informacyjny i nie zastępuje porady lekarza.










